Skip to content

Czy Tunezja jest bezpieczna? Krótko o stereotypach i niebezpieczeństwach

„Po jaką cholerę jeżdżą do tych brudasów?”, „Trzeba było jechać nad nasze morze a nie do patologicznego kraju”. Jak to miło czasem posłuchać współczujących głosów swoich rodaków. Przeglądam wypowiedzi pod wczorajszymi newsami na temat tragedii w Tunisie i nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Jakoś nie przypominam sobie fali takich komentarzy po zamachu w Londynie, Madrycie czy po ostatnich wydarzeniach w Paryżu. Nikt nie obrażał i nie obwiniał mieszkańców tych krajów. Zamist tego ludzie łączyli się w bólu.

Tutaj jesteśmy:

Tunezja była pierwszym afrykańskim i jednocześnie pierwszym arabskim krajem, jaki odwiedziłam. To sprawia, że mam do niej szczególny sentyment. Wtedy wydawała się idealna. Był wrzesień, mieszkałam w pięknym hotelu i, niemyśląc o konsekwencjach, chodziłam po ulicach w krótkich szortach, a podczas Ramadanu, jak całkowita ignorantka, jadłam śniadanie na ulicy. To było 6 lat temu. Pierwszy szok kulturowy, pierwsza poważna lekcja asertywności w podróży, ale i pierwszy kontakt z arabską gościnnością.

W 2009, spędzając wakacje w Hammamecie, nie myślałam o niebezpieczeństwie. Kiedy zostałam zaproszona na kolację ramadanową do tunezyjskiej rodziny, kiedy chodziłam wąskimi uliczkami po zmroku albo kiedy tańczyłam w lokalnej dyskotece czułam się swobodnie. Wszystko było dla mnie inne, ale jednocześnie w granicach normalności. Od tego czasu mocno zmienił się sposób mojego podróżowania, ale nie ja. Dziś, co prawda, nie latam już po ulicy w szortach, ale wciąż doświadczam miejsc tak samo, wciąż przyjmuję zaproszenia od ludzi i rozmawiam z nimi na ulicy.

Po wczorajszym incydencie w Tunisie media zawrzały. Afryka i Bliski Wschód ponownie zostały wrzucone do jednego worka oznaczonego wielkim czerwonym napisem „terroryści”, co umocniło tym samym wizerunek typowego Muzułmanina jako „tego złego”, a wakacji na północy Afryki jako „tych dla nierozsądnych”. Dziś Polityka opublikowała na swojej stronie mapę krajów, do których lepiej się nie wybierać. Zaznaczone jest na niej, różnymi kolorami, pół Afryki i prawie cały Bliski Wschód.

Rety, to chyba oznacza, że powinnam skończyć blogowanie, no bo dokąd mam jechać skoro wszędzie tak niebezpiecznie?!

***

Na wspomnianej mapie statusem „ostrożnie” oznaczono Etiopię. Kraj, w którym spędziłam 2 tygodnie podróżując rozklekotanymi busami, i w którym ludzie na ulicach zaczepiali mnie z uśmiechem, aby wypowiedzieć proste „welcome to our country”. „Nie podróżuj” przypisano z kolei Izraelowi, który na wskroś przejechałam sama i gdzie święto Yom Kippur spędziłam z poznanym na Couchsurfingu Izraelczykiem i jego mamą. W pobliskiej Palestynie natomiast, rodzina z Beit Jala przyjęła mnie niczym własną córkę, oferując nocleg, najpyszniejsze jedzenie na świecie, a na koniec obdarowując ręcznie wyszywaną portmonetką, którą specjalnie dla mnie wykonał tata mojego gospodarza. Tam też, kilka dni później, nocowałam pod chmurką w okolicach Betlejem jedząc figi prosto z krzaka o poranku. I choć teoretycznie byłam w „terrorystycznym centrum świata”, jak wielu uważa, to dzięki ciepłemu przyjęciu i gościnności, jakie mnie tam spotkały, przez ani jedną chwilę nie czułam się zagrożona.

Dzięki takim doświadczeniom wierzę, że ludzie z natury są dobrzy.

No, ale teraz do sedna. Czy w takim razie, przez wczorajszy atak, powinniśmy przestać jeździć do Tunezji? Oczywiście, że nie.

To tak, jakby zadać sobie pytanie czy powinniśmy przestać jeździć np. do Francji, która przez kilka dni nieudolnie próbowała schwytać sprawcę masakry w redakcji Charlie Hebdo bez oporu poruszającego się po kraju zabijając kolejnych ludzi. I choć zaledwie tydzień temu, ze względu na zagrożenie terroryzmem, prezydent Francji, Francois Hollande, wydał nakaz utrzymania na ulicach 10 tysięcy żołnierzy (!) pilnujących bezpieczeństwa stolicy, to jednak nikt nie odradza wyjazdu w tamte rejony. Wszystko dlatego, że takie sytuacje nie mają tam miejsca na co dzień. Dlaczego w takim razie mielibyśmy przestać jeździć do Tunezji, w której od czasów rewolucji żadne ataki nie miały miejsca? Złe czyny nie są popełniane przez religię, konkretna rasę czy narodowość. Są popełniane przez ludzi, przez ekstremistów, z ich własnego wyboru i często niezależnie od miejsca ich pochodzenia. O tym należy przede wszystkim pamiętać.

Czy Tunezja jest bezpieczna?Fot. Tunezyjski Urząd ds. Turystyki

***

„Tunezja wciąż jest w szoku po wczorajszym wydarzeniu” – pisze mi w mailu Urszula Frąckiewicz z Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki. „Premier i Prezydent Tunezji potępili jasno i wyraźnie wczorajszy akt przemocy. Podobnie jak sami Tunezyjczycy, którzy masowo wyszli wczoraj na ulice Tunisu w geście solidarności z ofiarami zamachu” – dodaje. Sprzeciw było widać nie tylko na ulicach, ale i w mediach społecznościowych. Twittera zalała fala hashtagów #BardoAttack, #NoToTerrorism a nawet #JeSuisBardo.

Przeciwko terroryzmowi jednoczą się nie tylko mieszkańcy Tunezji, ale i ludzie z całego świata, obiecując, że odwiedzą Tunezję. To ważna deklaracja, szczególnie dlatego, że turystyka stanowi jedną z głównych gałęzi gospodarki tego kraju.

Tunezyjskie MSZ w oficjalnym oświedczeniu napisało, iż „za pośrednictwem swojego Ministerstwa Spraw Zagranicznych pragnie wyrazić zdecydowane potępienie dla tego tchórzliwego aktu terrorystycznego, który miał miejsce 18 marca w Muzeum Bardo”. Dodaje również, że „ten okrutny zamach miał na celu destabilizację i zniszczenie poczucia bezpieczeństwa w Tunezji oraz jest atakiem na efekty udanych przemian demokratycznych oraz na gospodarkę narodową”.

W 2014 Tunezję odwiedziło ponad 6 milionów turystów. Odwiedzali Tunis, pustynię oraz pozostałe części kraju. Wszystko to bez ani jednego indycentu mającego wpłyn na bezpieczeństwo osób cywilnych.

14 Comments

  1. Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

    Dzięki Łukasz!

  2. Wydaje mi się, że Tunezja jest teraz jednym z najbezpieczniejszych krajów

  3. Cokolwiek by nie napisać to ludzie nie znający tematu i tak będą uważać że tam jest niebezpiecznie. Nieszczęsne stereotypy…

  4. Niestety, media przedstawiają mocno spaczony obraz świata arabskiego, krajów Bliskiego Wschodu i północnej Afryki. I tylko pomagają terrorystom w osiąganiu ich celów. Jeżdżę tam regularnie od 2009, co najmniej dwa razy do roku (Izrael, Tunezja, Maroko, Egipt, Jordania, a kiedyś Syria i Liban). Dziś zresztą na ten temat mówiłem trochę w radiu, w „Reszcie świata”. Audycja jest do odsłuchania tutaj.

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Tomek, masz rację. Sama też często podróżuję w tamte rejony i mam podobne wrażenia. Dzięki za link do audycji – zabieram się za słuchanie :)

  5. Niestety machina medialna jest potężna i Tunezja, cóż, właśnie rozpoczyna okres totalnego kryzysu. To fakt, do Londynu, Madrytu i Paryża nikt nagle nie przestał latać, ale Afryka w ogólnym pojęciu jest miejscem niebezpiecznym i tak jest przez ludzi postrzegana. To samo tyczy się z Iranu, z którego wróciliśmy. „Po co do tych terrorystów?” – pytała większość zupełnie nieświadoma, jaki naprawdę jest ten kraj. Pozdrawiam!

  6. Uważać trzeba wszędzie. W większości są to jakieś stereotypowe przemyślenia i bezsensownie powtarzane treści nie mające za wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Należy mieć jednak na względzie, że to z Tunezji wyjechało prawdopodobnie najwięcej najemników do walki w organizacji ekstremistycznej, która nazywa siebie – ISIS. Jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że większość osób wyjeżdżających niewiele to interesuje, nie zajmują się tym po prostu i absolutnie mnie to nie dziwi. Czy do Tunezji można jechać ? Oczywiście, że można. Ale należy jednak zawsze uważać – jak wszędzie w dzisiejszym świecie. Z drugiej jednak strony nie przyjmowałbym postawy, że nic się nie stało i na ślepo można jechać. Za nim to nastąpi, warto chyba poobserwować sytuację.

  7. Pamiętam jak po Westgate była mowa, że Kenia to już się skończyła (choć atak nie był wymierzony typowo w turystów), jeszcze kilka incydentów nagłośnionych przez media (nie wszystkie były atakami, trafiały się i lokalne porachunki opisane jako zamachy terrorystyczne – czego oczywiście nikt potem nie sprostował, jak np. wrzucenie „granatu” do baru w Diani) i turystyka w Kenii leży i kwiczy, niestety. A ja będąc na miejscu cały czas, korzystając ze zdrowego rozsądku, nie czułam zagrożenia ze strony żadnych terrorystów. Takie coś może wydarzyć się wszędzie – w Nairobi, w Tunisie, w Paryżu, w Londynie, W Nowym Jorku, w Tabie… Nigdzie nie jesteśmy w 100% bezpieczni niestety :(

  8. Szkoda, że media tak działają na ludzi, ale nic dziwnego skoro dla przeciętnej osoby są jedynym źródłem informacji… Dobrze, że są takie wpisy jak Twój i które chociaż kilku osobom zmienią pogląd na takie wydarzenia i na kwestie związane z bezpieczeństwem w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu

  9. Niebezpiecznie to jest w Krakowie :P.

    Ale, mowiac zupelnie serio, swietny, madry wpis. Trzeba podrozowac z glowa, ale podrozowac! A nie siedziec pod kocem i narzekac. Napiekniej widac to w komentarzac na Onecie ;).

  10. Ludzie zawsze próbują jakimiś wyświechtanymi frazesami zasłonić swój – nie wiem, jak to nazwać? – strach, niewiedzę… Próbują znaleźć (często na siłę) wytłumaczenie, jakąś konkretną przyczynę, a wręcz kozła ofiarnego, na którego można zwalić przyczynę niepowodzenia, niebezpieczeństwa, zagrożenia. Dlatego zawsze będą gadać takie głupoty. Trzeba zignorować, użyć własnego rozumu i robić swoje. Jechać do Tunezji… :)

  11. Ewa Ewa

    Dzięki za ten artykuł. Ludzie, zacznijcie czytać blogi. Media zawsze kłamią. TUNEZJA – Jadę tam!!!

  12. Ane Ane

    Byłam w Sousse niecałe dwa tygodnie przed czerwcową masakrą. I czułam się bezpiecznie. Pod koniec września, myślę, będzie podobnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *