Skip to content

Boże Narodzenie w Ugandzie i mój pierwszy krokodyl

Dla mnie magia zaczyna się w momencie, w którym to, co widzę zwyczajnie nie mieści mi się w głowie i sprawia, że nie jestem w stanie wydobyć z siebie słowa. Magią jest dla mnie Uganda o świcie. Taka, jakiej doświadczyłam, kiedy o 6:00 wyjeżdżaliśmy z Kampali w kierunku Fort Portal. Pusta droga a dookoła nas budzący się do życia las deszczowy pokryty poranną mgłą. To liliowe niebo i niewyobrażalnie piękna gra kolorów.

Tutaj jesteśmy:

To nie moje pierwsze święta w Ugandzie. Na przełomie marca i kwietnia tego roku spędziłam tu Wielkanoc. Brałam wtedy udział w rodzinnym obiedzie, który okazał się być przygotowaną specjalnie na moją wizytę ucztą. Od zawsze powtarzam, że Ugandyjczycy są jedną najbardziej gościnnych narodowości na świecie i im dłużej tu mieszkam, tym bardziej się w tym przekonaniu utwierdzam.

Wczesnym rankiem 23 grudnia wsiedliśmy z Abhim do samochodu i ruszyliśmy w kierunku Fort Portal, gdzie spędziliśmy tegoroczne Boże Narodzenie. Fort Portal od dawna chodziło mi po głowie, a teraz, gdy jest nas dwoje kochających podróże, w końcu pojawił się pretekst do wyruszenia w tamtym kierunku.

Nie wiem czy znam słowa, które mogłyby opisać widoki, jakich doświadczyliśmy o wschodzie słońca. Około 6:30, kiedy słońce wychoyla się zza horyzontu, ponad koronami drzew pojawia się mgła spowijająca wszystko dookoła. Młode i jasne promienie słońca usilnie próbują się przez tę mgłę przebić, co sprawia, że wygląda ona tak, jakby samoistnie świeciła. Niebo przybiera liliowy kolor i z minuty na minutę jaśnieje. W naszych głośnikach gra jakiś roadtrippowy hit, a my czujemy się jak bohaterowie jakiegoś amerykańskiego filmu, mknący przed siebie po pustej szosie. Brakuje nam chyba już tylko kabrioleta i łokci wypchniętych przez opuszczone do końca szyby.

Uganda wschod slonca

Fort Portal położone jest ok. 350 km na zachód od Kampali i 50 km na wschód od granicy z Demokratyczną Repubiką Kongo. Sąsiadując z licznymi jeziorami kraterowymi i jednymi z najbardziej majestetycznych pasm górskich Afryki Wschodniej – Górami Księżycowymi – miejsce to jest idealnym punktem dla szukających spokoju i pięknych widoków.

Teren jest górzysty. Jedziemy przez miasta i miasteczka, przez lasy deszczowe i pola herbaty, oboje zgadzając się z jednym – nigdy nie chcemy opuszczać Ugandy. Przez te widoki, przez ludzi, przez tę lekkość życia tutaj (jeśli ma się dobrą i stabilną pracę) i…przez rolexy :) Uganda to jedyne miejsce na świecie, w którym rolex nie jest zegarkiem. To przepyszny i pożywny lokalny smakołyk, na który składają się: chapati, omlet, pomidory i ewentualnie inne dodatki (cebula, kapusta, awokado etc). Całość wygląda jak naleśnik, podawana jest na ciepło i stanowi przepyszne śniadanie, przekąskę w ciągu dnia bądź podczas późnych powrotów z imprezy do domu. Po drodze do Fort Portal zatrzymujemy się w Mitanya, aby kupić po jednym z tych smakołyków na śniadanie.

Do miasta docieramy o 10:00 i udajemy się prosto do naszego hotelu. Czasem praca w tej branży się przydaje, bo dzięki temu udało nam się znaleźć fan-ta-sty-czne miejsce z tarasem i widokiem na las i góry Rwenzori – Koi Koi Cultural Village.

Fort Portal Koi Koi VillageFort Portal las

Wiecie, święta daleko od domu wcale nie muszą być smutne. Może nie ma śniegu (choć z tego, co słyszałam to w Polsce też nie ;)), ale mamy kolorowe choinki w centrach handlowych i kolorowe światełka na ulicach. I chociaż my nie zorganizowaliśmy sobie wigilijnej kolacji, śmialiśmy się do rozpuku oglądając comedy show Russela Petersa i rozkoszowaliśmy się lokalnym jedzeniem odkrywając coraz to nowsze smaki. Jest w Fort Portal restauracja prowadzona przez Holenderkę, którą odkryliśmy zupełnym przypadkiem. The Dutchess, bo tak nazywa się to miejsce, serwuje chyba najlepsze jedzenie, jakiego do tej pory próbowałam w Ugandzie.

– Krokodyl?! – czytam menu lekko zaskoczona. – Próbowałeś?

– Nie, ale może spróbujemy na kolację?

I tak oto głównym składnikiem naszej wigilijnej kolacji stał się krokodyl. Nie jestem fanką kulinarnych eksperymentów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jestem przeraźliwie nudna, jeśli chodzi o wybierane potrawy. Z reguły zamawiam to, czego smak już znam i wiem, że mi posmakuje, chodzę do sprawdzonych restauracji i tak dalej. Tym razem było jednak inaczej i absolutnie nie żałuję, bo krokodyl okazał się smakować jak pomiedzanie kurczaka z rybą.

Tutaj, w Ugandzie, najważniejszym dniem podczas świąt nie jest wieczór 24-go, a 25 i 26 grudnia. 24-go ludzie wychodzą więc świętowąć na miasto, kluby wypełniają się więc po brzegi i nikt nie schodzi z parkietu. Ugandyjczycy znani są z tego, że lubią się bawić i nie przegapią żadnej okazji do świętowania. Podążyliśmy więc za miejscowymi do polecanego przez wszystkim miejsca o nazwie The Gluepot i w rytmie lokalnych hitów zakończyliśmy ten dzień.

A jak Wam minęły tegoroczne święta?

4 Comments

  1. Kochana, najważniejsze, że miałaś cudowne Święta! Nic Ciebie szczególnego nie ominęło w Europie :).

  2. Roland Roland

    Święta daleko od domu???????
    To nieprawda!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Dom jest tam gdzie my jesteśmy, a nie tam gdzie stoi budynek, czy jest jakiś adres.
    I powodzenia na Nowy, następny i z pewnością lepszy Rok (każdy następny jest zawsze lepszy niż ten co był bo nie wiadomo dokąd nas zaprowadzi).

  3. ola ola

    Cudowne święta :) i zdjęcia!
    Krokodyla jadłam w Australii, miałam takie samo wrażenie: drób+ryba 😀
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *