Skip to content

Nairobi: trzej mężczyźni i jedna krótka noc

Po 13 godzinach w samolocie, w końcu ląduję na kenijskiej ziemi. Zmęczona, ale radosna biorę taksówkę i ruszam w kierunku Westlands, gdzie mam już opłacone mieszkanie. Nie mija wiele czasu, kiedy taksówkarz zaskakuje mnie wiedzą o Polsce, kenijska właścicielka okazuje się być Egipcjaninem, a ja spędzam swój pierwszy wschód słońca w Nairobi w budce osiedlowego strażnika, dzieląc się z nim swoim zapasem kanapek z salami. Witam w moim świecie i witam w Nairobi.

Tutaj jesteśmy:

To nie był pierwszy raz kiedy odwiedziłam Afrykę sama, ale i nie pierwszy raz, kiedy musiałam zmagać się z dziwnymi przeciwnościami losu. Bywało już różnie. Raz odwołali wszystkie autobusy i ledwno zdążyłam na lot z Addis Abeby, innym razem porwali mnie w taksówce i ominęłam rejs na Zanzibar, a jeszcze kolejnym okazało się, że mój hotel nie istnieje. Nigdy jednak nie zostałam nigdzie sama nocą. No bo 3:15 to jeszcze noc, a do świtu daleko.

Z lotniska w Nairobi do Westlands dostałam się za fantastycznie wynegocjowaną kwotę jedynych 2.000 Ksh. To dobra cena, szczególnie jeśli z początku chcą za te samą trasę ponad 2,5 raza więcej. Z reguły cieżko jest jednak przejechać za mniej niż 2.300 Ksh. Nairobi spało, a taksówkarz opowiadał. O tym, że nigdy nie był poza Kenią i o tym, jak bardzo marzył mu się wyjazd. Choćby taki krótki  do Etiopii. Opowiedziałam mu więc o mojej podróży po północnej Etiopii, o Lalibeli i przygodzie z tornadem w Bahir Dar.

― A ty skąd właściwie jesteś? ― zapytał mnie po kilkunastu minutach konwersacji.

― Z Polski – odpowiedziałam, no i chciałam dodać coś więcej. Wiecie, powiedzieć, że to gdzieś między Niemcami a Rosją i uniknąć kolejnego „aaaa, Holland! Amsterdam!”. Mężczyzna jednak sprowadził mnie na ziemię opowiadając, jak to w 1995 spotkał w Kenii „naszego papieża”, po czym zaczął streszczać fragmenty naszej współczesnej historii i wymieniać sąsiadów. Teraz szczerze. Kto z was, bez patrzenia na mapę potrafiłby wymienić sąsiadów Kenii?

DSC_0077

Wysiadłam w Westlands, zaraz obok uniwersytetu, no i dzwonię. Raz, drugi, trzeci. Domofon nie odpowiadał, komórka też, a mnie zaczął zjadać stres. No bo w końcu była 4:00 w nocy, a ja stałam sama z plecakiem gdzieś w Nairobi.

Osiedle było odgrodzone od ulicy grubym murem i drutem kolczastym. Zajrzałam więc przez szparę w bramie.

― Domy ładne ― pomyślałam ― szkoda tylko, że wejść nie ma jak. ― Rzuciłam w myślach żartem sama do siebie, chyba już zupełnie z nerwów. Ale domy rzeczywiście były ładne ―  białe, z lakierowanymi bramami i rabatkami przed wejściem. Zupełnie inne niż się spodziewałam. 

Zaraz obok głównej bramy stała mała budka strażnika, pomyślałam więc, że wejdę do środka, bo chociaż to Afryka, to nocą bywa chłodno, a ostatnia rzecz na jaką miałam ochotę, to marznąć. Zajrzałam więc do środka przez małe okienko i napełniła mnie nadzieja, bo…oto w środku ktoś spał! Postukałam, popukałam aż na zewnątrz wyszedł mążczyzna. Staruszek, około 70 lat, siwy, z brodą i o lasce, ale za to w całkiem stylowym ponczo. Z moją, wtedy prawie zerową, znajomością swahili i jego znikomym angielskim, po kilku minutach udało mi się wytłumaczyć całą sytuację i zostałam zaproszona do środka. 

Wnętrze budki było skromne. Mały drewniany stolik, a obok niego białe ogrodowe krzesło i ledwie stojący taboret. Pomimo próby odstąpienia mu lepszego siedzenia, nie miałam wyboru. Przydzielił mi ogrodowe krzesło, no i co tu człowieku poradzisz na taką gościnność? Wyciągnęłam więc swoją lnianą torebkę i oddałam mu jedną z dwóch postałych z podróży kanapek. Dawno chyba nie widziałam takiego zaskoczenia na czyjejś twarzy.

― Asante, thank you, thank you ― odpowiedział łamanym angielskim i schował podarunek do małej plastikowej reklamówki leżącej na stoliku.

Nie rozmawialiśmy dużo. Ja zaspana i głodna, on ewidentnie nie z tych wygadanych. Przesiedziałam więc blisko dwie godziny na ogrodowym krześle, a on przestał ten czas oparty o framugę drzwi obserwując okolicę. Od czasu do czasu odwracał się sprawdzając z uśmiechem, czy jeszcze nie usnęłam, a raz nawet przeszedł się obudzić moją zaspaną gospodynię. Nic jednak z tego. A to dlatego, że…wcale nie było jej w domu.

Mój ogródek z prywatną palmą w nairobi westlands :)
Mój ogródek z prywatną palmą w Nairobi :)

O 6 rano podjęłam ponowną próbę skorzystania z domofonu. Wyobraźcie sobie, jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy drzwi otworzył mi 30-letni Egipcjanin :) Jak udało mi się dowiedzieć właścicielka wyjechała w spontaniczną podróż służbową (później odczytałam jej wiadomość na Airbnb), a on miał przekazać mi klucz. Jeszcze zaspany, zaprosił mnie do środka i w czasie, gdy pakował swoje rzeczy, zaoferował mi kawę. Wymieniliśmy się też…monetami (nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem). On dostał kilka złotych, ja wróciłam do Niemiec z egipskimi funtami, a jeszcze tego samego dnia piliśmy Tuskera w okolicznym barze.

Tusker

I taki to dziwny dzień.

7 Comments

  1. 13 godzin ? No to nieźle. Zmęczonym na pewno można być. Moje najdłuższe loty to 9 i 10 godzin. Miły początek podróży w Nairobi Cię spotkał – spotkanie z taksówkarzem. To miłe, że w odległym kraju coś, ktoś wie na temat twojego własnego kraju :) Jak dotąd w Afryce byłem w Egipcie i na stosunkowo dalekim Zielonym Przylądku.

  2. Ewa Ewa

    Przyznam, że mogłabym się nieswojo poczuć w takiej sytuacji – noc, brak odpowiedzi i do tego zmęczenie podróżą… ale spotykanie życzliwych ludzi na drodze zawsze ułatwia to wszystko. I to jest piękne, prawda? 😉

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Ewa, dokładnie tak :)

  3. Wspólne jedzenie to jak spotkanie w rodzinie, też nam kiedyś pomogło. Dobrze, że miałaś te kanapki;)

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Kanapki okazały się być dość istotnym punktem w tej całej historii 😉

  4. nie wiem czemu, pewnie uprzedzenie, ale środek nocy w Afryce – czułbym się co najmniej nie swojo… gdyby to było w Azji nie byłoby problemu, ale Czarny Ląd?
    całe szczęście, że jednak wszędzie są dobrzy ludzie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *