Skip to content

Park Narodowy Jeziora Mburo. Co za safari!

Do Ugandy jeździ się na safari. Między innymi oczywiście, bo jest tam wiele innych ciekawych rzeczy do robienia i zobaczenia, ale safari to taki numer jeden. No bo kto nie chciałby zobaczyć słonia, żyrafy czy nawet goryla w ich naturalnym środowisku? To doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Nie do zapomnienia.

Tutaj jesteśmy:

Kampala, 5:00 rano. O mamo! Wstawanie o takiej godzinie powinno być prawnie zabronione. Jak człowiek wstający tak wcześnie może w ogóle prawidłowo funkcjonować? Za oknem ciemno, słychać jedynie klaksony matatu czekających na pierwszych pasażerów i głosy przypadkowych przechodniów. Z okna hotelu mam widok na główny plac, z którego za pół godziny ma mnie odebrać mój kierowca i przewodnik – Robert. Hops, hops, ubieram się, zjadam świeże owoce, zapijam kawą i zbiegam betonowymi schodami na dół skąd, wzdłuż Jeziora Wikrorii, ruszamy razem na południowy-zachód kraju.

Robert to Ugandyjczyk, na oko ma około 30 lat, ale tutaj wiele osób wygląda młodziej niż na prawdę są. Próbuję nieco podpytać, ale nie chcę też tak bazpośrednio poruszać tematu wieku, bo nie wiem jeszcze do końca, na ile to tutaj akceptowalne. Poprzestajemy więc na prostej rozmowie o pogodzie, podróżach i biznesie w Ugandzie. Właściciela BIC Tours, Sama, poznałam w Berlinie na targach turystycznych ITB. To człowiek, którego szeroki uśmiech było widać już po samym wejściu na salę wystawową – radosny, pogodny i szalenie towarzyski koleś. Nie dało się nie podejść i nie zagadać. Kiedy tylko usłyszał, że przyjeżdżam do Ugandy, zaprosił mnie na safari, bo, jak sam stwierdził, to absolutny „must-do”. No i to między innymi dzięki tamtemu spotkaniu, kilka tygodni później, siedzę z Robertem w zielonym minibusie sunącym do jednego z mniejszych parków narodowych Ugandy – Parku Narodowego Jeziora Mburo.

Historia parku sięga roku 1963. To wtedy, niecały rok po uzyskaniu niepodległości, nadano temu terenowi status rezerwatu, który 20 lat później, w 1983, na mocy decyzji Miltona Obote, został przekształcony w park narodowy. Pozostaje nim do dziś. I choć nie zobaczymy w nim ani słoni, ani żyraf, ani lwów, to wciąż stanowi on jedno z ciekawszych turystycznie miejsc. Na miejscu obserwować można przede wszystkim zebry, impale, guźce, bawoły, antylopy, hipopotamy, krokodyle, wiele gatunków małp i blisko 300 gatunków ptaków.

Na tyłach naszego busa, w ciszy, leży Lawrence, 20-kilku letni dziennikarz z Daily Monitor – jednego z najczęściej czytanych tytułów prasowych w Ugandzie. Mówią, że Ugandyjczycy są najbardziej imprezowym afrykańskim narodem. No cóż. Patrząc na Lawrenca, który de facto do pracy przyjechał w stanie, hmm, ogromnego zmęczenia poimprezowego i własnie śpi na tylnym siedzeniu, jestem w stanie uwierzyć w to stwierdzenie. Chłopak cudzi się na moment, aby wraz z nami zjeść gonja, a następnie ponownie przymyka oczy.

W końcu, po kilku godzinach jazdy, z ciemnej asfaltowej drogi skręcamy w lewo. Jest około 11:00. Kilka godzin wcześniej padał deszcz, więc w powietrzu unosi się jeszcze ten fantastyczny zapach. Będę się powtarzać i zachwycać do znudzenia, ale zwyczajnie nie jestem w stanie się oprzeć tym kolorom i aromatowi powietrza po deszczu. Na horyzoncie znikają już grantowe chmury, a my po piaszczystej, miedzianej ścieżce wjeżdżamy w połacie niekończącej się zieleni. Trzęsie nami tak, że mam wrażenie jakby nasz minibus miał się za chwilę rozpaść w drobne kawałki. Po kilkudziesięciu minutach docieramy po głównej bramy. Robert załatwia ze strażnikiem ostatnie formalności, otwieramy dach i jazda – drewniana brama się otwiera i już oficjalnie znajdujemy się w parku.

Pierwsze zebry widzę już po kilkunastu sekundach. Pasą się na trawie wraz z młodymi. Nieco dalej impale, bawoły i kilkanaście małp blokujących nam przejazd. Nigdy jakoś nie wyrywałam się na safari i wolałam otaczać się ludźmi niż dzikimi zwierzętami. Okazuje się jednak, że całkiem sporo traciłam.

Park Narodowy Jeziora Mburo - impale Park Narodowy Jeziora Mburo - zebry Park Narodowy Jeziora Mburo

Park Narodowy Jeziora Mburo - małpy
Koniec. Nie ma przejazdu. Strajk pracowników parku :D

Jezioro Mburo znajduje się gdzieś w głebi parku, otoczone lasem tropikalnym. Nasz zielony bus powoli dojeżdża do brzegu, a my, z żołądkami już skurczonymi do rozmiarów orzeszka, biegniemy niczym szaleni w kierunku pobliskiej restauracji. Jesteśmy już tak głodni, że popełniamy jeden zasadniczym błąd i zostawiamy otwarty dach. A co dzieje się w Afryce, kiedy zostawia się otwarty samochód a kierowcy nie ma? Oczywiście, małpy harcują! I tak oto, nasz samochód zostaje opanowany przez stado radosnych małpek mających niezwykły ubaw ze skakania po fotelach. My za to (a szczególnie ja!) mamy ubaw z obserwowania ich. Ostatecznie, niewiele sobie z tych ich harców robimy i zamawiamy coś, co jak najszybciej wypełni nasze puste żołądki na najbliższe kilka godzin. Istnieją dwa standardowe dania, które zastać można w absolutnie każdej restauracji w Ugandzie – chicken & chips oraz fish & chips. Niektórzy mówią nawet, że to drugie jest tu lepsze niż w Anglii i może być w tym trochę prawdy, bo ryba z frytkami, która ląduje na moim stoliku, może nie zyskałaby najlepszej recenzji u Tasteawayów, ale jest naprawdę dobra i, co najważniejsze, świeża!

― To jak wygląda twoja praca tak na codzień? ― Pytam Lawrenca podczas posiłku. ― Często zapraszają cię na wyjazdy takie, jak ten?

― Czasami ― rzuca wyjmując z ust kawałek kości kurczaka. Nie jest specjalnie rozmowny i choć po wizycie u ugandyjskiej rodziny w Kampali, już mnie to nie dziwi (zasada: kiedy jemy to nie mówimy), to zastanawiam się, czy jego małomówność nie wynika przypadkiem ze zmęczenia i kaca. ― Ja piszę głównie do rubryki entertainment. Wysyłają mnie na koncerty, do teatrów, na różne większe wydarzenia i imprezy, ale tym razem chciałem coś zmienić, potrzebowałem nowego tematu, jakiejś świeżości. Więc kiedy zaprosili mnie tutaj, pokrywając wszystkie koszty, to zaakceptowałem propozycję.

Po posiłku, popijając zimną colę, sporo rozmawiamy o dziennikarstwie w Ugandzie, o problemach z jakimi zmagają się tutejsi pracujący w tym zawodzie, o ich relacji z PR-owcami i o blogowaniu podróżniczym. Lawrecnie uważa, że blog to świetny biznes, w którym na reklamach można zarobić krocie. Właśnie dlatego sam planuje blogować. Problem w tym, że nie do końca wie jak. Pyta mnie skąd biorę tematy, o czym piszę, o zdjęcia, o pieniądze… Rozmowa wydaje się nie mieć końca, ale na nas już czas. Robert macha ręką, że łódka już gotowa.

Na jezioro wypływamy około 20 minut później, a w raz z nami kilka hinduskich rodzin. Na oko grupa 15 osób krzyczących na wszystkie strony i nie zachowujących choćby odrobiny spokoju, który w końcu mogłby być przydatny biorąc udział w safari. No, ale po co być cicho i oglądać zwierzęta, skoro można pokrzyczeć widząc na brzegu mikroskopijnego krokodyla, a później ponarzekać, że wszystkie hipopotamy schowały się pod wodę. I nie, nie mówię tu o dzieciach, bo nie jestem z tych narzekających na maluchy. Chodzi raczej o dorosłych, wydawałoby się, dojrzałych ludzi. Gdybym była hipopotamem, przy takim natężeniu hałasu uciekłabym chyba na drugi koniec jeziora… :) Ostatecznie jednak, przy odrobinie szczęścia, udaje nam się zobaczyć i hipcie, i większe krokodyle, a ja otrzymuję milion komplementów dotyczących moich pomarańczowych butów z lumpeksu. Nie sądziłam, że pomarańczowe buty mogą wywołać w ludziach tyle ekscytacji, ale jak widać mogą!

Jezioro MburoJezioro Mburosafari uganda - hipopotamy

Nasza wycieczka powoli dobiega końca. Wsiadamy z powrotem do minibusa, z którego kilka sekund wcześniej w pośpiechu uciekły małpy i, tą samą, rdzawą drogą suniemy w kierunku głównej trasy, która przez następne kilka godzin będzie nas prowadziła do Kampali. W połowie drogi zatrzymujemy się jedynie na równiku, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

równik uganda
Mój przewodnik – Robert

Na safari zostałam zaproszona przez BIC Tours. Oprócz wyjazdów nad Jezioro Mburo, organizują też wyjazdy to innych parków narodowych w Ugandzie i Rwandzie, a także gorilla tracking.

11 Comments

  1. No to ten park wcale nie jest jakiś młody. Trochę lat już ma. W sumie nie potrzebowałbym zobaczyć słonia czy żyrafy, bo i tak sporo w tym parku gatunków zwierząt. Najcenniejsze jest to, że można je obserwować w naturalnym środowisku. Blog = masa pieniędzy, żeby tak tylko było :) Pozdrawiam.

  2. Chyba gdzieś ci już pisałam, że mam zdjęcie blue jeans antelopes w dokładnie takiej samej pozie, ale z Masai Mara 😀 O rany, jak ja uwielbiam safari :)

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Tak, tak, mówiłaś! :) Uwierzysz, że mnie jakoś nigdy na safari nie ciągnęło? To był mój pierwszy raz!

  3. Fantastyczna przygoda! Justyna, tylko pozazdrościć, najbardziej tego, że to się wszystko odbyło w takim dobrym towarzystwie! A co do hinduskich rodzin…cóż, jak widzę na horyzoncie, to robię szybki zwrot na pięcie i idę w przeciwną stronę. Niestety robią za dużo hałasu, kiedy nie trzeba 😛

  4. Ogromnie jestem ciekawa moich wrażeń z safari – bardzo chcę zobaczyć zebry w dużej liczbie i środowisku naturalnym 😉
    Ale przyznam się szczerze, że myśląc o nadchodzących wakacjach i tak bardziej mnie kręci to, że będę nurkować, niż safari…
    Ciekawe czy PO zmienię zdanie :)

  5. Dobrze, że wam małpy nie odjechały tym minibusem i nie pomachały na do widzenia, a pewnie niektóre są do tego zdolne :) A skąd się tam wzięły hinduskie rodziny? też turyści czy jakaś lokalna mniejszość? 😛

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Podejrzewam, że turyści :)

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Haha, zdjecie butów sobie darowałam :))))

  6. Ja muszę w końcu pojechać na safari… to jedno z moich marzeń! :)

  7. Obcowanie z dziką naturą z tak bliska to niesamowite przeżycie. Przeżycie, które pozostaje w pamięci na całe życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *