Skip to content

Slumsy w Bwaise: od zera do bohatera

Z czym kojarzą Wam się slumsy? Bieda? AIDS? Przestępczość? Tak, to wszystko prawda. Jest jednak rzecz, której poznanej przeze mnie kilka dni temu młodzieży ze slumsów zarzucić nie można. Jest to brak chęci do zmiany. Pozwólcie, że zabiorę Was na trochę do jednej z najbiedniejszych dzielnic Kampali – Bwaise – gdzie od niedawna dzieją się cuda.

Tutaj jesteśmy:

Wiecie, że lubię historie o fajnych ludziach, o takich z pasją i zmieniających otaczającą ich rzeczywistość. Pisałam już kiedyś o Awra Amba w Etiopii, teraz czas na Ugandę. Jeszcze kilka tygodni temu, myśląc o wycieczce do slumsów wyobrażałam sobie trochę takie ludzkie ZOO, taką atrakcją dla bogatych białych. Nie widziałam tam siebie. Dziś pewnie nadal myślałabym w ten sposób, gdyby nie pewna Angielka i grupa młodych Ugandyjczyków, którzy zmienili mój punkt widzenia równo o 180 stopni.

***

Kolejny szalony kierowca boda-boda przemierza ulice Kampali ze mną na tylnym siedzeniu. Zaraz za mną, z drugim kierowcą, jedzie Artha. Boda-boda, czyli motorowe taksówki, są najszybszym i jednym z najtańszych środków transportu w tym wiecznie zakorkowanym mieście. Jedziemy na północ Kampali, do Bwaise, jednego z kampalskich slumsów, abym w końcu mogła zrobić to, co chciałam zrobić od dawna – dowiedzieć się, jak sprzedawanie wycieczek po slumsach wpływa na lokalną społeczność.

Z pięknie utwardzonej nowej drogi skręcamy w lewo, na niewielką, pełną wyboin piaszczystą ścieżkę rdzawego koloru.

― Tutaj, tutaj, stop ― wykrzykuje Artha i obaj kierowcy zatrzymują się przez wysoką metalową bramą, która jako jedyna w okolicy nie wygląda jakby za chwilę miała się rozpaść. Otwieram ją a moim oczom ukazuje się świeżo wybudowany domek z napisem „Centrum Zatrudnienia Młodzieży w Bwaise” otworzone niecały rok temu dzięki inicjatywie 4 chłopaków ze slumsów i pomocy niezwykle inspirującej Angielki – Elizabeth. To młoda kobieta, która w Anglii zdobyła tytuł nauczyciela roku, ale pomimo bycia najlepszą, zdecydowała się przyjechać właśnie tutaj, aby mieszkać w slumsie i pomagać innym.

Centrum Zatrudnienia Młodzieży

Musicie wiedzieć jedno. Bwaise to naprawdę nędza. To 90.000 osób mieszkających w warunkach, w których w Europie nie trzymanoby nawet bydła. Domy w większości zbudowane są z drewna, często pokryte jedynie kawałkiem blachy i nie raz zalane wodą aż po kolana. Co „bogatsi” mają solidniejsze ściany z czerwonej cegły i szczelny dach. Jak wszędzie w takich miejscach, również w Bwaise kwitnie przestępczość – na porządku dziennym wydają się być drobne kradzieże i bójki. Dla wielu osób nie ma tu żadnych perspektyw na przyszłość, więc młodzi często padają ofiarami uzależnień czy prostytucji. No i właśnie – prostytucja. To zawsze cieżki temat, szczególnie jeśli dotyczy młodych dziewcząt, a tak jest w tym przypadku. Już 14-latki zarabiają tutaj na utrzymanie rodziny poprzez seks, sprzedając się za zaledwie 500 szylingów. To mniej niż 1 dolar!!!!! Biorąc jednak pod uwagę, że 80% społeczności Bwaise żyje za mniej niż 2 dolary dziennie, to dla nich spore kwoty.

Kolejną sprawą jest AIDS/HIV. Nietrudno się domyśleć, że przy takim trybie życia, aktywności seksualnej i braku edukacji, kwestia zabezpieczenia właściwie nie istnieje. Co wiecej, dziewczynkom często oferuje się więcej pieniędzy za seks bez prezerwatywy, na co one, ze wzlędów finansowych, się godzą. Poza chorobami, powoduje to niechciane ciąże, a to z kolei, szybki przyrost naturalny wśród osób, które nie mają pieniędzy na utrzymanie dzieci. Przez bardzo długi czas w okolicy nie było również dostępu do wody pitnej, więc ludzie korzystali z tej, która płynie kanałami między domostwami. Nie muszę Wam chyba mówić, co, oprócz wody, w takich kanałach się znajduje…

slumsy w Bwaise

Wyobraźcie sobie, że w tym całym bałaganie, czterech młodych chłopaków postanowiło dokonać zmiany. Wykorzystując wiedzę, którą zdobyli udzielając się w organizacjach non-profit, postanowili edukować swoich rówieśników. Zaczęli więc zapraszać turystów na wycieczki po slumsie, aby zbierać pieniądze. Używali ich później, aby udzielać ludziom pożyczek np. na założenie małych działalności (lokalnych sklepików, stoisk z ulicznym jedzeniem i podobnych). Środków było jednak niewystarczająco, a mówienie o antykoncepcji czy edukacji niewiele daje, kiedy społeczność wciąż na nią nie stać. Wtedy pojawiła się Liz. Zaczynając jako wolontariuszka, zainspirowana działaniami chłopaków postanowiła założyć AFFCAD UK (Action for Fundamental Change and Development), aby pomóc w zbieraniu funduszy.

Dzięki wspólnej pracy ich wszystkich, w Bwaise powstało Centrum Zatrudnienia kształcące lokalsów w różnych kierunkach – od kosmetologii, przez edycję zdjęć czy krawiectwo, aż po IT. Z ponad 900 osób, które wzięły udział w oferowanych kursach, blisko 300 ma dziś pracę. Postawiono również szkołę – prostą, ale ładną i kolorową, z kilkoma klasami, w której uczy się kilka tysięcy dzieci. Oprócz tego, wybudowano studnię, dzięki której ludzie w końcu mogą korzystać z czystej wody.

Z ponad 900 osób, które wzięły udział w oferowanych kursach, blisko 300 ma dziś pracę.

Jeden z chłopaków zabiera mnie na wycieczkę do „biura”, w którym wszystko się zaczęło. W kącie stoją 3 ogromne kartony po brzegi wypełnione prezerwatywami. Rozdaje się je mieszkańcom. W Centrum Zatrudnienia Młodzieży powstała też grupa taneczna, która przygotowuje choreografie i za drobną opłatą występuje na różnych eventach. Mnie akurat udało się trafić na próbę zespołu i obejrzeć przygotowania :)

prezerwatywy
Pudła pełne prezerwatyw w siedzibie AFFCAD w Bwaise

Choć w Bwaise wiele się już zmieniło, to wciąż jest tam pole do działania.

Z reguły jestem ostrożna z przekazywaniem pieniędzy na organizacje charytatywne, bo nigdy do końca nie wiadomo, co się z nimi dzieje, ale tutaj 100% środków trafia do społeczności. 20 dolarów, które zapłaciłam za oprowadzenie mnie po slumsie, w całości przekazane zostało lokalnej społeczności i to w formie tego, co my najczęściej nazywamy „wędką”, czyli jako możliwości, a nie gotowe rozwiązania. Aktualnie trwający projekt zakłada utworzenie na terenie Bwaise farmy kurczaków po to, aby mieszkańcy mogli sprzedawać mięso i jajka na lokalnych targach. Jeśli więc mielibyście ochotę wspomóc projekt (ten, albo którykolwiek w przyszłości), zajrzyjcie na stronę AFFCAD UK (www.affcaduk.org). Jeśli nie chcecie przekazywać pieniędzy, można ich wspomóc również przekazując organizacji różne przedmioty. Liz mówi, że aktualnie potrzebne są głównie maszyny do szycia, laptopy i wszelka elektronika oraz przybory fryzjerskie, aby uczestnicy kursów mieli na czym się uczyć.

20 Comments

  1. Niesamowite, czytająć ten wpis dostałam gęsiej skórki. Tacy ludzie jak Liz powinni zostać docenieni wyżej, zasługują na medal!

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Jowita, jak ona mi to wszystko opowiadała to sama miałam gęsią skórkę!

  2. Można kupić sobie wycieczkę po slumsach? Dziwne rzeczy. Ciekawy wpis; fajnie, że ma taki pozytywny wydźwięk.

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Natalia, a czy jest coś, czego w dzisiejszym świecie nie można mieć za pieniądze? :)

  3. Pisz! Pisz! Jak najwięcej i mobilizuj, inspiruj innych, by nie tylko jeździli po świecie pstrykając foty, ale robili coś dobrego. Dzięki.

  4. Ahh… favela! Favela w Brazylii to miejsce tak piekne, ze szok. Ja wchodzac do tych w Rio doznalem szoku, ale odmiennego. Spodziewalem sie nicosci, braku czegokolwiek, a pozniej okazalo sie tam jest wszystko. Nie uwazam sie jednak za znawce, bo na 90% o tym jak zyja skrajne przypadki to nie wiem. Co moge powiedziec to to, ze favela w Rio to miejsce nie tylko dla najgorszych, to miejsce dla tych co pracuja, a ktorym nie wystarcza na zycie w luksusie – np kierowca autobusu na wiecej sobie pozwolic nie moze.

    Odwolujac sie do Twojego wpisu chce zapytac czy pisany byl pod publike, popierajac stereotypy, czy rzeczywiscie przemyslany i czy rzeczywiscie jest jak mowisz? To ze ktos nie ma domu z cegly w kraju gdzie temperatura nie spada ponizej 30 stopni wcale nie oznacza, ze ma zle. Tak jak powiedzial Cejrowski w „favelach” z Manaus – dzieciaki biegaja bez butow (wiec sa biedne) ale maja klime w domu. My mamy buty, ale nie zawsze klime – czy to znaczy ze tez jestesmy biedni?

    Licze na odpowiedz :)

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Tony, dzięki za ten komentarz, fajnie, że ktoś kwestionuje to, co piszę, bo to znaczy, że uważnie czyta 😀 Odpowiadając na Twoje pytania: w tekście starałam się pokazać to, jak ci młodzi ludzie własną pracą i pomysłowością starają się zmienić otaczającą ich rzeczywistość, no i przede wszystkim, że się da. Nie ważne, czy ktoś urodził się w slumsie w Kampali, w Rio czy w bardzo biednej polskiej rodzinie, rzeczywistość zawsze przytłacza i takim ludziom wybić się w życiu ciężej. Tekst absolutnie nie był pisany pod publikę (kilka miesięcy temu, zanim zmieniłam zdanie, napisałam zupełnie inny na moim drugim blogu: http://one-penny-trip.com/africa/slum-tourism). To w 100% moje odczucia po odwiedzeniu Bwaise i po poznaniu chłopaków. Imponują mi ludzie, którzy zamiast stać z założonymi rękami i narzekać, po prostu zaczynają działać i zmianiać rzeczywistość, o czym nie raz już pisałam wcześniej. Nie jest to więc manifest o biedzie w slumsach, a bardziej o proaktywności i inicjatywie młodych.

      Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć wyczerpująco na Twoje pytanie :) To bardzo zróżnicowane miejsce – od „ładniejszych” domostw aż po takie które ledwo stoją, a otacza je stos śmieci. Myślę, jednak, że społeczność, w której 80% ludzi (z 90.000) żyje za mniej niż $2 dziennie, można nazwać biedną :) A co do cegieł i temperatury, to cóż, w Ugandzie aktualnie jest ok 20 stopni, wieczorami nawet mniej wiec tak strasznie gorąco to znowu nie jest. Pozdrawiam! :)

  5. Jak dobrze, że są jeszcze na świecie dobrzy ludzie.
    Miejmy tylko nadzieję, że zarabianie na turystach rozwinie się w dobrą stronę, właśnie dając możliwości a nie gotowe rozwiązania. Oby tak zostało.

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Olga, ja mam również taką nadzieję!

  6. Zawsze kiedy czytam o takich rzeczach chce mi się płakać. To jest straszne w jakich potwornych warunkach ludzie żyją. W Europie i w krajach rozwiniętych za bardzo o tym nie rozmyślamy, a kiedy już się zderzamy z taką rzeczywistością to przeżywamy szok. Smutne. Nie mogę uwierzyć, że tam to jest aż 90 tys. osób! Niepojęte!!! Dobrze, ze istnieje projekt, który choć trochę może pomóc…

  7. Czyli jednak, turystyczne atrakcje , nie zawsze są takie złe, a nasze pieniądze faktycznie są wykorzystywane na słuszne cele. Fajnie! Trzymam za nich mocno kciuki. Nie wiesz, czy można dokonać wpłaty przelewem? W końcu zabrałaś mnie na spacer po slumsach. Należy im się moje $20.

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Julia, można przez PayPal. Jak wejdziesz na http://www.affcaduk.org, w prawym górnym rogu masz możliwość przekazania donacji :)

  8. Oprowadzanie po slumsach to rzeczywiście jedna z dziwniejszych „atrakcji”, o których słyszałam. Ale inicjatywa tych czterech chłopaków, którzy postanowili coś zmienić – brawa, brawa! Najważniejsze, że ta inicjatywa wyszła od nich, od lokalnej społeczności – a to zawsze ma większą wartość.

  9. Wycieczki do slumsów, to temat, który od dawna bardzo mnie interesuje. Cudownie się dowiedzieć, że są slumsy, w których komuś się chce i w których pieniądze z takiego zwiedzania są spożytkowane w dobry i mądry sposób. Fajnie byłoby, gdyby we wszystkich slumsach na świecie tak to działało…

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Karolina, ze mną było podobnie – temat interesował mnie od dawna, ale początkowo byłam mocno na ‚nie’. Nie mogłam zrozumieć, jak można organizować wycieczki do takich miejsc. Dopiero, jak odwiedziłam Bwaise to zmieniłam punkt widzenia. Nie bez powodu mówi się, że podroże kształcą :)

  10. Niech się coś dzieje. Nawet jeśli na 900 będzie 29 nie wspominając 300 osób, które korzystają z takiej inicjatywy. Wycieczki do slamsów? Mnie już w życiu nic nie zdziwi.

    • Justyna Śnieżek Justyna Śnieżek

      Smutne, ale prawdziwe…

  11. Że istnieją takie miejsca w których jest naprawdę źle… nie dziwi mnie to już, choć smuci, ale ogromną radość i nadzieję, sprawia mi kiedy czytam o inicjatywach takich jak ta, którą rozpoczęli tamtejsi chłopcy. Jestem zdania, że to lokalsi oddolnie najwięcej mogą i ten wpis to potwierdza 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *